| Zakłady bukmacherskie | Bukmacher A do Z | Wybierz bukmachera | Metoda płatnicza | Bonusy | Tutoriale o zakładach | Newsy |
Liga Europejska: "Smoki" i Braga w finale.
Sporting Braga - Benfica Lizbona 1:0 (1:0)
Bramka: Custodio 18
W pierwszym meczu na Estadio da Luz Benfica wygrałą 2-1 i pomimo skromnej zaliczki w opinii wielu obserwatorów była faworytem do awansu. Spotkanie na Estadio Municipal w Bradze jednak rozpoczęło się znakomicie dla gospodarzy, którzy już w 18 minucie objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Hugo Vianę najwyżej do piłki wyskoczył Custodio i pokonał bezradnego Roberto. Od tego momentu inicjatywę na boisku przejęła Benfica, która raz po raz groźnie atakowała. W 31 minucie doskonałą sytuację na wyrónanie miał Oscar Cardozo jednak jego strzał zablokował.. kolega klubowy Javii Garcia. Tuż przed przerwą po centrze Fabio Coentreao uderzał Saviola, jednak tym razem Arturowi w sukurs przyszedł słupek.
Druga połowa to huraganowe ataki "Orłów" i groźne wypady graczy z Bragi. Po jednym z nich w 62 minucie spotkania Lima był bardzo bliski pokonania bramkarza Benfiki. Z każdą minutą rósł jednak napór gości. Znakomicie prezentował się zwłaszcza lewy obrońca Fabio Contreao, który swoimi dynamicznimi rajdami siał spustoszenie w szykach defensywy Sportingu. W 70 minucie spotkania reprezentant Portugalii popisał się znakomitym uderzeniem jednak Artur kolejny raz pokazał, że zna się na swoich fachu. W końcówce spotkania obie drużyny wyraźnie opadły z sił czego efektem były kolejny sytuacje. Benfika swoją najlepszą okazję w II części gry miała w 81 minucie. Wtedy to po zagraniu brazylijskiego stopera Luisao, zamykający akcję Saviola nie trafił ku ropaczy fanów z Lizbony do pustej bramki. W końcówce "Orły" wyraźnie się odkryły czym naraziły się na dwie groźne kontry ze strony Sportingu. Doskonałe okazje na dobicie rywali zmarnowali jednak najlepszy tego dnia na boisku Hugo Viana i strzelec zwycięskiej bramki Custodio.
Sporting Braga osiągnął historyczny sukces, po raz pierwszy w historii kwalifikując się do finału europejskich rozgrywek.
Przypomnijmy, że Braga w 1/8 finału wyeliminowała poznańskiego Lecha.
Villareal – Porto 3:2 (1:1)
Bramki: Cani 17`, Capdevilla 75`, Rossi 79`; Hulk 40`, Falcao 48`
Po spotkaniu na Estadio Dragao tylko najwierniejsi fani Villarealu mogli liczyć na "cud", bo tylko w takich kategoriach można byłoby ropzatrywać awans zespołu "Żółtej łodzi podwodnej" do finału. Od początku spotkania Villareal rozdawał karty. Już na początku spotkania Helton znakomicie interweniując zatrzymał wyraźnie pobudzonych graczy z Hiszpanii. Chwilę później groźnie odpowiedział bohater pierwszego meczu Ramel Falcao, którego strzał nieznacznie minął hiszpańską bramkę. W 17 minucie z prowadzenia jednak cieszyli się już gospodarze. Z lewej strony pola karnego piłkę dograł Marco Ruben, a jego kolega z ataku Cani skierował piłkę do pustej bramki. Przewaga Villarealu z każdą akcją uwidaczniała się. Gospodarze odsłonili się i zostali kilka minut przed przerwą skarceni. Piłka po wydawałoby się niegroźnym strzale Hulka odbiła się rykoszetem od Mateo Musaccchio i kompletnie zmyliła zaskoczonego Diego Lopeza. To była niewątpliwie decydująca dla losów tego dwumeczu sytuacja. Z gospodarzy wyraźnie uszło powietrze.
Już na początku drugiej odsłony Porto objęło prowadzenie. Freddy Guarin zacentrował z lewej strony pola karnego a nadbiegający w pole karne Falcao mocnym strzałem z 10 metrów ponownie pokonał Lopeza. Kiedy wydawało się, że gospodarze są już na kolanach i napewno się z nich nie podniosą, przyszło wybawienie. W 75 minucie wyrównanie uzyskał po rzucie wolnym wykonywanym przez Caniego reprezentant Hiszpanii Capdevilla, a 4 minuty później gola z rzutu karnego podyktowanego po faulu Nicolasa Otamendiego na Rubenie strzelił Giuseppe Rossi i Villareal na "otarcie łez" mógł cieszyć się ze skromnego zwycięstwa.
Warto podkreślić, że spotkanie rozgrywane było w szybkim tempie i stało naprawdę na wysokim poziomie. Brawa należą się szczególnie podopiecznym Juana Carlosa Garrido, którzy po demolce na stadionie "Smoków" podjęli rękawice i wyszli na boisko w przeświadczeniu, że mogą odrobić straty z pierwszego meczu.
